5 przykazanie. nie zabijaj.
jeśli zabijesz człowieka, odbierzesz mu życie, spotka Cię kara, ludzką ręką wymierzona - pozbawienie wolności na okres lat wielu.
a kiedy ktoś odbiera nam życie pozwalając nam żyć fizycznie... omamia nas, osacza, nęka, dręczy, poniża, gwałci, bije, śledzi, monitoruje, nagrywa... wykańcza... jaka kara go spotka...? pozbawienie wolności w takich przypadkach jest ułamkiem kary za zabójstwo, bo przecież ofiara żyje... jak żyje...? nie wiem co lepsze...
ból na skutek zadawanej formy śmierci a potem cisza... nie ma nas, ale nie ma też bólu... jest ból rodziny, którego nie odczuwamy, bo nas nie ma... nie ma nic, ale nie ma bólu...
życie w bólu... fizycznym/psychicznym... nadal ból... nadal życie... takie zabijanie 'powoli'... nikt nie widzi... albo nie chce się wtrącać... aż zapada decyzja o odebraniu sobie życia... morderstwo w białych rękawiczkach... idealne. ofiara po śmierci okryta płaszczem choroby psychicznej... i bezkarny morderca.
jeśli zabijesz człowieka, odbierzesz mu życie, spotka Cię kara, ludzką ręką wymierzona - pozbawienie wolności na okres lat wielu.
a kiedy ktoś odbiera nam życie pozwalając nam żyć fizycznie... omamia nas, osacza, nęka, dręczy, poniża, gwałci, bije, śledzi, monitoruje, nagrywa... wykańcza... jaka kara go spotka...? pozbawienie wolności w takich przypadkach jest ułamkiem kary za zabójstwo, bo przecież ofiara żyje... jak żyje...? nie wiem co lepsze...
ból na skutek zadawanej formy śmierci a potem cisza... nie ma nas, ale nie ma też bólu... jest ból rodziny, którego nie odczuwamy, bo nas nie ma... nie ma nic, ale nie ma bólu...
życie w bólu... fizycznym/psychicznym... nadal ból... nadal życie... takie zabijanie 'powoli'... nikt nie widzi... albo nie chce się wtrącać... aż zapada decyzja o odebraniu sobie życia... morderstwo w białych rękawiczkach... idealne. ofiara po śmierci okryta płaszczem choroby psychicznej... i bezkarny morderca.
Tagi:
przemyślenia
19.05.2012 o godz. 23:48
komentuj (0)
Mimo że praktycznie nic się nie zaczęło, tak bardzo boli mnie ten koniec...
Cholernie tego chcę, ale nie potrafię o Tobie zapomnieć. Zaczynam czuć do Ciebie obrzydzenie, bo zamieniam się w tą żałosną część Ciebie, która zawsze budziła we mnie współczucie.
Mimo wszystko chcę byś spróbował wszystko naprawić, tak jak wtedy mówiłeś... Znów rzuciłeś słowa na wiatr?
Potrzebuję Cię, daj mi się łudzić. Tęsknię...
Cholernie tego chcę, ale nie potrafię o Tobie zapomnieć. Zaczynam czuć do Ciebie obrzydzenie, bo zamieniam się w tą żałosną część Ciebie, która zawsze budziła we mnie współczucie.
Mimo wszystko chcę byś spróbował wszystko naprawić, tak jak wtedy mówiłeś... Znów rzuciłeś słowa na wiatr?
Potrzebuję Cię, daj mi się łudzić. Tęsknię...
Tagi:
Ty
15.05.2012 o godz. 20:28
.rodzina.
standardowa definicja rodziny jest dla mnie ostro przereklamowana. to, że rodzimy się ze związku dwojga ludzi, choćby trwał tylko czas współżycia które zakończyło się poczęciem, dla mnie nie jest równoznaczne z posiadaniem rodziny. biologicznych rodziców mamy, ale poza materiałem genetycznym, z którego powstaliśmy istnieje zawartość emocjonalna naszych głów, która to właśnie stanowi o naszym charakterze, odczuciach serca i postrzeganiu świata, a tą właśnie tworzą nie tylko nasi biologiczni rodzice, ale każdy człowiek, który choć przez moment przewinął się w naszym życiu. ludzie mijają nas, poznają, zapominają... w każdym życiu przewija się wiele osób... ale niektóre z nich zostają, trwają z nami, idą wspólną drogą, długą drogą, czasem całe życie... z niektórymi z nich możemy nie mieć stałego kontaktu, ale wiemy, że są. wiemy, że zawsze będą nie zależnie od wszystkiego. tych ludzi nazywamy przyjaciółmi. nie są z nami z powodu więzów krwi czy jakiejkolwiek czystej zależności, tylko z zupełnie własnej nieprzymuszonej woli, zawsze wspierając. mogą być nimi rodzice, może być rodzeństwo, choć bywa różnie...
tacy ludzi są dla mnie rodziną... taką rodziną serca. ich cenię najbardziej i ich wszystkich kocham.
standardowa definicja rodziny jest dla mnie ostro przereklamowana. to, że rodzimy się ze związku dwojga ludzi, choćby trwał tylko czas współżycia które zakończyło się poczęciem, dla mnie nie jest równoznaczne z posiadaniem rodziny. biologicznych rodziców mamy, ale poza materiałem genetycznym, z którego powstaliśmy istnieje zawartość emocjonalna naszych głów, która to właśnie stanowi o naszym charakterze, odczuciach serca i postrzeganiu świata, a tą właśnie tworzą nie tylko nasi biologiczni rodzice, ale każdy człowiek, który choć przez moment przewinął się w naszym życiu. ludzie mijają nas, poznają, zapominają... w każdym życiu przewija się wiele osób... ale niektóre z nich zostają, trwają z nami, idą wspólną drogą, długą drogą, czasem całe życie... z niektórymi z nich możemy nie mieć stałego kontaktu, ale wiemy, że są. wiemy, że zawsze będą nie zależnie od wszystkiego. tych ludzi nazywamy przyjaciółmi. nie są z nami z powodu więzów krwi czy jakiejkolwiek czystej zależności, tylko z zupełnie własnej nieprzymuszonej woli, zawsze wspierając. mogą być nimi rodzice, może być rodzeństwo, choć bywa różnie...
tacy ludzi są dla mnie rodziną... taką rodziną serca. ich cenię najbardziej i ich wszystkich kocham.
Tagi:
przemyślenia
13.05.2012 o godz. 16:46
nie rozumiem. brak zrozumienia dla pewnych działań będzie mi towarzyszył już chyba do końca życia. jak można tak bardzo kłamać? niszczyć wszystko co nie poddało się podporządkowaniu? czy to jest wiodącym nurtem tego świata? walczyć dla samego faktu walki pod flagą dobra innych... nie rozumiem i nie zrozumiem.
i nigdy nie zrozumiem dlaczego ojciec chce odebrać dziecko matce tylko po to, żeby się na niej zemścić.
i nigdy nie zrozumiem dlaczego ojciec chce odebrać dziecko matce tylko po to, żeby się na niej zemścić.
Tagi:
...
12.05.2012 o godz. 01:45
chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać pomysłowość ludzka... PODZIWIAM! wręcz osoby, które potrafią kłamać prosto w oczy z przekonaniem swojego triumfu... najgorsze, że nadal w bardzo głupi sposób próbuję zrozumieć co kieruje takimi ludźmi... tego nie da się zrozumieć... cóż... jako zło całego świata w jednej mojej osobie, nie pozostaje mi nic innego jak iść do przodu i czekać... czekać aż rozwiane zostaną kłamstwa, bo prędzej czy później to nastąpi.
czekam więc...
czekam więc...
Tagi:
przemyślenia
08.05.2012 o godz. 23:08
jakiś czas temu usłyszałam pytanie: "czy czujesz się samotna?"
mam maleństwo... jest przy mnie 'mój wymarzony'... mam rodziców, rodzeństwo, przyjaciół... ludzie mnie wspierają i pomagają mi jak mogą...
czy czuję się samotna? tak...
jakby mój świat nie miał żadnego przebicia do świata zewnętrznego... jakby ludzie mnie słyszeli, ale mnie nie słuchali... jakby wspierali mnie nie wiedząc tak na prawdę co jest mi potrzebne albo tak 'z klucza' jak każdemu...
czasem czuję jakby ludzie mi nie ufali, nie w sensie, że ja ich zawiodę, ale jakby dawali mi do zrozumienia, że nie poradzę sobie z własnym życiem jeśli nie będą mnie pilnować... wielokrotnie te same pytania, kolejne upominania, poganianie... i złość. złość kiedy próbuję zakomunikować, że nie mają powodu... a to podobno moje życie...
nie mają siły na nic... są wiecznie zestresowani, przemęczeni, nie ogarnięci... mają prawo do złości, odreagowania, wszelkich emocji... a ja? stateczna...? mam być stateczna... spokojna... opanowana... zawsze adekwatna do sytuacji...
i jak przychodzi moment kiedy potrzebuję prawdziwego wsparcia... ramienia, w które się wybeczę...
czy czuję się samotna? tak...
nie mam na to siły...
mam maleństwo... jest przy mnie 'mój wymarzony'... mam rodziców, rodzeństwo, przyjaciół... ludzie mnie wspierają i pomagają mi jak mogą...
czy czuję się samotna? tak...
jakby mój świat nie miał żadnego przebicia do świata zewnętrznego... jakby ludzie mnie słyszeli, ale mnie nie słuchali... jakby wspierali mnie nie wiedząc tak na prawdę co jest mi potrzebne albo tak 'z klucza' jak każdemu...
czasem czuję jakby ludzie mi nie ufali, nie w sensie, że ja ich zawiodę, ale jakby dawali mi do zrozumienia, że nie poradzę sobie z własnym życiem jeśli nie będą mnie pilnować... wielokrotnie te same pytania, kolejne upominania, poganianie... i złość. złość kiedy próbuję zakomunikować, że nie mają powodu... a to podobno moje życie...
nie mają siły na nic... są wiecznie zestresowani, przemęczeni, nie ogarnięci... mają prawo do złości, odreagowania, wszelkich emocji... a ja? stateczna...? mam być stateczna... spokojna... opanowana... zawsze adekwatna do sytuacji...
i jak przychodzi moment kiedy potrzebuję prawdziwego wsparcia... ramienia, w które się wybeczę...
czy czuję się samotna? tak...
nie mam na to siły...
Tagi:
przemyślenia
06.05.2012 o godz. 16:49
problem.
we wszystkim problem. inni widzą problem a ja powinnam ustąpić dla 'świętego spokoju'... ciekawe... jak chcą żebym walczyła a ja tego nie robię - jest problem... jeśli nie ustąpię - jest problem... jeśli chcę przeczekać - jest problem...
i o dziwo skupia się to na mnie a nie na osobach, które ten problem tworzą lub widzą... a wspomniany problem przecież dotyczy mojego życia... skoro ja go nie mam, to dlaczego mają go inni... mają go w moim życiu... nie rozumiem tego... wszędzie są problemy, wszystko jest swoistym problemem mniejszym bądź większym, ale czemu jeszcze wynajdywać problemy innym lub przejmować się osobowo czyimiś problemami...
skoro mam się za przeproszeniem wysrać też jest to swoisty problem, zwłaszcza jeśli jest nie odpowiednia pora czy miejsce, ale jeśli ktoś ma robić problem z tego, że to ja nie mam gdzie załatwić swojej potrzeby fizjologicznej i jeszcze naskoczyć na mnie, że nie zrobiłam tego wcześniej to ja na prawdę bardzo podziękuję.
we wszystkim problem. inni widzą problem a ja powinnam ustąpić dla 'świętego spokoju'... ciekawe... jak chcą żebym walczyła a ja tego nie robię - jest problem... jeśli nie ustąpię - jest problem... jeśli chcę przeczekać - jest problem...
i o dziwo skupia się to na mnie a nie na osobach, które ten problem tworzą lub widzą... a wspomniany problem przecież dotyczy mojego życia... skoro ja go nie mam, to dlaczego mają go inni... mają go w moim życiu... nie rozumiem tego... wszędzie są problemy, wszystko jest swoistym problemem mniejszym bądź większym, ale czemu jeszcze wynajdywać problemy innym lub przejmować się osobowo czyimiś problemami...
skoro mam się za przeproszeniem wysrać też jest to swoisty problem, zwłaszcza jeśli jest nie odpowiednia pora czy miejsce, ale jeśli ktoś ma robić problem z tego, że to ja nie mam gdzie załatwić swojej potrzeby fizjologicznej i jeszcze naskoczyć na mnie, że nie zrobiłam tego wcześniej to ja na prawdę bardzo podziękuję.
Tagi:
nerw bieżący
06.05.2012 o godz. 13:57
nadzieja to dziwna sprawa... wiele razy ja wyklinamy, wypieramy się jej, odrzucamy od siebie... a jednak kiedy chcemy, żeby było dobrze nadzieja jest pierwszym uczuciem, które nam towarzyszy... i mimo różnych sytuacji właśnie w tym pierwszym momencie czujemy się najlepiej... trzyma nas... jakby dawała nam życie wbrew przeciwnościom... a później znowu ją wyklinamy, jakby nie pamiętając ile dla nas zrobiła... i znowu jej nie chcemy, a ona znowu przychodzi... i znowu daje chwilę odpocząć... i tak w kółko...
Tagi:
przemyślenia
04.05.2012 o godz. 23:53
łatwo jest przybrać maskę?
zależy jaką...
w sieci łatwiej. paradoks internetu polega na tym, że jeśli podajemy prawdziwe imię i jesteśmy rozpoznawalni, łatwiej jest nam ubrać twarz w uśmiech a duszę w siłę. kiedy możemy być spokojnie ukryci pod dowolnym loginem, nadając sobie nową osobowość jesteśmy prawdziwi...
.prawdziwi - nieprawdziwi.
.nieprawdziwi - prawdziwi.
śmieszne... żałosne... a jednak tak powszechne...
ja też...
tak na prawdę po co się odkrywać...? aż tak obnażać... czy ktoś to doceni...? raczej wyśmieje albo będzie 'w temacie' na bieżąco ze zwykłej ciekawości...
.gmeranie w duszy z nieświadomością zadawanego bólu.
nie warto. ludzie nie lubią być prawdziwi. ludzie nie chcą ludzi prawdziwych. królestwo plastiku i sztuczności.
.ja.chcę być prawdziwa.
chcę bardzo. nie myśląc o tym co na to inni. tak bardzo chcę wylać to jaka jestem nie wstydząc się tego. ludzie nie są na to gotowi. a i teraz jeszcze ja nie jestem...
.kokon - ciąg dalszy.
zależy jaką...
w sieci łatwiej. paradoks internetu polega na tym, że jeśli podajemy prawdziwe imię i jesteśmy rozpoznawalni, łatwiej jest nam ubrać twarz w uśmiech a duszę w siłę. kiedy możemy być spokojnie ukryci pod dowolnym loginem, nadając sobie nową osobowość jesteśmy prawdziwi...
.prawdziwi - nieprawdziwi.
.nieprawdziwi - prawdziwi.
śmieszne... żałosne... a jednak tak powszechne...
ja też...
tak na prawdę po co się odkrywać...? aż tak obnażać... czy ktoś to doceni...? raczej wyśmieje albo będzie 'w temacie' na bieżąco ze zwykłej ciekawości...
.gmeranie w duszy z nieświadomością zadawanego bólu.
nie warto. ludzie nie lubią być prawdziwi. ludzie nie chcą ludzi prawdziwych. królestwo plastiku i sztuczności.
.ja.chcę być prawdziwa.
chcę bardzo. nie myśląc o tym co na to inni. tak bardzo chcę wylać to jaka jestem nie wstydząc się tego. ludzie nie są na to gotowi. a i teraz jeszcze ja nie jestem...
.kokon - ciąg dalszy.
Tagi:
przemyślenia
03.05.2012 o godz. 14:37
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
cała się trzęsę w środku. na zewnątrz nie mogę, ale serce bije jak opętane. uśmiecham się i idę przed siebie... ale nogi mi drżą... jestem nieufna, ale nie czuję teraz braku zaufania... czuję strach... nie wiem czego dotyczy... po prostu czuję...
wyjaśni się prędzej czy później, ale czas działa na moją niekorzyść... ten strach mnie pożera a ja nie mogę na to pozwolić... ale pozwalam... po raz kolejny... walczę, ale biernie... nic nie mogę zrobić więcej... trwam w tym... niech coś się szybko stanie... niech cokolwiek się okaże...
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
zmęczona... znowu jestem zmęczona...
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
cała się trzęsę w środku. na zewnątrz nie mogę, ale serce bije jak opętane. uśmiecham się i idę przed siebie... ale nogi mi drżą... jestem nieufna, ale nie czuję teraz braku zaufania... czuję strach... nie wiem czego dotyczy... po prostu czuję...
wyjaśni się prędzej czy później, ale czas działa na moją niekorzyść... ten strach mnie pożera a ja nie mogę na to pozwolić... ale pozwalam... po raz kolejny... walczę, ale biernie... nic nie mogę zrobić więcej... trwam w tym... niech coś się szybko stanie... niech cokolwiek się okaże...
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
zmęczona... znowu jestem zmęczona...
Tagi:
źle
03.05.2012 o godz. 13:06
"życie to nie bajka, to jest bitwa"
dźwięczące bardzo często mi uszach słowa mojego ojca zdecydowanie trafnie opisują rzeczywistość. ale ALE żeby dziś trochę ją pogmatwać, tą rzeczywistość w sensie, bo nigdy zbyt prosto być nie może przytoczę tekst pewnej 'wróżby', a mianowicie aplikacja 'ciasteczko z wróżbą' na portalu facebook przepowiedziała mi tak: "To będzie jak cud - wydarzy się coś, co wydaje Ci się niemożliwe." i tak idąc tym tropem czekałam... i czekałam... i czekałam... i w nawet nie tak bardzo długo czekałam aż się stało. dziś jest ten dzień, od kiedy moje życie chyba powoli zmienia swoje tory... aż strach pomyśleć, ale ALE jeśli wszystko będzie się układało tak 'magicznie' jak dzisiaj, to może jednak życie będzie dla mnie bajką...? bo od czasu odczytania wspomnianej wcześniej przepowiedni działy się rzeczy różne... dążące do zmian, o których marzyłam... i dziś właśnie te zmiany mają swój prawdziwy, realny w zupełności początek. czyżby mając poznać życie miałam przejść skrajne sytuacje, żeby po tym wszystkim po prostu żyć szczęśliwie i happy end jednak nastąpi...?
budzi się wiara.budzi się...?.budzi.
dźwięczące bardzo często mi uszach słowa mojego ojca zdecydowanie trafnie opisują rzeczywistość. ale ALE żeby dziś trochę ją pogmatwać, tą rzeczywistość w sensie, bo nigdy zbyt prosto być nie może przytoczę tekst pewnej 'wróżby', a mianowicie aplikacja 'ciasteczko z wróżbą' na portalu facebook przepowiedziała mi tak: "To będzie jak cud - wydarzy się coś, co wydaje Ci się niemożliwe." i tak idąc tym tropem czekałam... i czekałam... i czekałam... i w nawet nie tak bardzo długo czekałam aż się stało. dziś jest ten dzień, od kiedy moje życie chyba powoli zmienia swoje tory... aż strach pomyśleć, ale ALE jeśli wszystko będzie się układało tak 'magicznie' jak dzisiaj, to może jednak życie będzie dla mnie bajką...? bo od czasu odczytania wspomnianej wcześniej przepowiedni działy się rzeczy różne... dążące do zmian, o których marzyłam... i dziś właśnie te zmiany mają swój prawdziwy, realny w zupełności początek. czyżby mając poznać życie miałam przejść skrajne sytuacje, żeby po tym wszystkim po prostu żyć szczęśliwie i happy end jednak nastąpi...?
budzi się wiara.budzi się...?.budzi.
Tagi:
przemyślenia
26.04.2012 o godz. 22:17
notatek minus 1.
była. nie ma.
zdarzenie było, nie wymażę go tak łatwo jak notatki.
pamiętam.
spisane, choć już nie tutaj.
prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw. nie mogę się bać. nie mogę żyć w wiecznej niepewności, którą fundują mi osoby zupełnie już mi obce.
idę do przodu.
przeszłość za mną.
strach też muszę tam zostawić.
była. nie ma.
zdarzenie było, nie wymażę go tak łatwo jak notatki.
pamiętam.
spisane, choć już nie tutaj.
prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw. nie mogę się bać. nie mogę żyć w wiecznej niepewności, którą fundują mi osoby zupełnie już mi obce.
idę do przodu.
przeszłość za mną.
strach też muszę tam zostawić.
Tagi:
podsumowanie
26.04.2012 o godz. 15:25
burzy mój spokój niepewność. każdego dnia. bez przerwy. bezpowrotnie.
burzy mój spokój strach. bezpodstawny.
jedno karmi drugie.
burzy mój spokój strach. bezpodstawny.
jedno karmi drugie.
Tagi:
...
23.04.2012 o godz. 22:49
dałam się podejść jak dziecko. emocje powoli opadają i dociera do mnie, że znowu dałam się wciągnąć w absurdalną grę mojego unicestwienia.
nie nadaję się do życia w tym świecie. tu króluje kłamstwo a sportem narodowym państwa każdego jest bieg po trupach.
problem w tym, że nie mam wyboru a żyć chcę, więc muszę walczyć dalej, muszę zebrać siły, muszę dać radę. dla maleństwa.
nie nadaję się do życia w tym świecie. tu króluje kłamstwo a sportem narodowym państwa każdego jest bieg po trupach.
problem w tym, że nie mam wyboru a żyć chcę, więc muszę walczyć dalej, muszę zebrać siły, muszę dać radę. dla maleństwa.
Tagi:
podsumowanie
22.04.2012 o godz. 22:37
.nic mi się nie chce.
popadam w totalną bezsilność nabierając coraz większej niechęci do wszystkiego co mnie otacza... powinnam się położyć, bo muszę się zerwać wczesnym rankiem a nawet nie mam na to ochoty... i nie żebym nie była zmęczona... siedzieć i klikać też nie koniecznie mam ochotę, ale jak już zaczęłam to siedzę... mam tak wiele myśli w głowie, że aż wydaje mi się pusta... może to trochę dziwne, ale tak jest... dobija mnie moja codzienność... czekanie aż będzie lepiej... ciągła walka dosłownie o wszystko na czele z myślą: 'już niedługo to się skończy'... potrzeba czasu... tylko czasu... i wszystko się wyjaśni, unormuje... kiedyś musi się uspokoić... nie wiem tylko czy to dla mnie nie za długi dystans... jestem już wyczerpana a wszystko jeszcze przecież przede mną... po każdym kopniaku od życia staję na nogi, ale coraz bardziej 'na siłę'... zmuszam się do jakiegokolwiek działania, funkcjonowania...
.ale mi się nie chce. nie chce mi się zmuszać do czegokolwiek... a jednak to robię... chyba nie mogę przestać... kiedy się zatrzymam - upadnę... muszę więc iść...
.ale mi się nie chce. beznadzieja...
.ale mi się chce. widzieć uśmiech mojego dziecka mi się chce. jego słodkie minki widzieć mi się chce. przytulić się do Niego mi się chce. cieszyć się, że jest mi się chce.
.najmniejszy - największy.
wiarę w życie przywraca
wiarę w ludzi przywraca
nadzieję przywraca
popadam w totalną bezsilność nabierając coraz większej niechęci do wszystkiego co mnie otacza... powinnam się położyć, bo muszę się zerwać wczesnym rankiem a nawet nie mam na to ochoty... i nie żebym nie była zmęczona... siedzieć i klikać też nie koniecznie mam ochotę, ale jak już zaczęłam to siedzę... mam tak wiele myśli w głowie, że aż wydaje mi się pusta... może to trochę dziwne, ale tak jest... dobija mnie moja codzienność... czekanie aż będzie lepiej... ciągła walka dosłownie o wszystko na czele z myślą: 'już niedługo to się skończy'... potrzeba czasu... tylko czasu... i wszystko się wyjaśni, unormuje... kiedyś musi się uspokoić... nie wiem tylko czy to dla mnie nie za długi dystans... jestem już wyczerpana a wszystko jeszcze przecież przede mną... po każdym kopniaku od życia staję na nogi, ale coraz bardziej 'na siłę'... zmuszam się do jakiegokolwiek działania, funkcjonowania...
.ale mi się nie chce. nie chce mi się zmuszać do czegokolwiek... a jednak to robię... chyba nie mogę przestać... kiedy się zatrzymam - upadnę... muszę więc iść...
.ale mi się nie chce. beznadzieja...
.ale mi się chce. widzieć uśmiech mojego dziecka mi się chce. jego słodkie minki widzieć mi się chce. przytulić się do Niego mi się chce. cieszyć się, że jest mi się chce.
.najmniejszy - największy.
wiarę w życie przywraca
wiarę w ludzi przywraca
nadzieję przywraca
Tagi:
...
20.04.2012 o godz. 23:05
wszystko wróciło do 'mojej normalności'...
sielanka się skończyła i znowu przywitałam czas przemyśleń nad swoim życiem... może nawet pokuszę się o stwierdzenie, że dziś czuję się źle... wszystko pod górę i na prawdę każdy optymistyczny tekst typu: 'nie jesteś sama', 'ludzie Cię kochają', czy 'jesteś wspaniałą kobietą' mam chęć wyśmiać.
i chce mi się wyć, bo beczeć to za mało.
sielanka się skończyła i znowu przywitałam czas przemyśleń nad swoim życiem... może nawet pokuszę się o stwierdzenie, że dziś czuję się źle... wszystko pod górę i na prawdę każdy optymistyczny tekst typu: 'nie jesteś sama', 'ludzie Cię kochają', czy 'jesteś wspaniałą kobietą' mam chęć wyśmiać.
i chce mi się wyć, bo beczeć to za mało.
Tagi:
...
20.04.2012 o godz. 13:19
zwykle wylewam tu przemyślenia treści różnej, więc notatki raczej mają ciężki charakter, a dziś hmm... dzięki dwójce bardzo pozytywnych ludzi i mojemu terapeucie, mimo zewsząd przytłaczających mnie problemów, mogę stwierdzić, że mam dobry dzień. przy tym wszystkim co się dzieje aż ciężko mi uwierzyć w to co piszę, ale tak jest. emocjonalny kop w dupę to bardzo dobra rzecz, trzeba mieć tylko kogoś, kto go wykona bez krępacji. oczywiście nie mogąc zostawić tematu pozytywów mojego życia w spokoju zbieram myśli wokół pytania: ile będzie trwała ta 'sielanka'? tak, zdecydowanie już się obawiam upadku z dzisiejszych wysokich lotów...
ostatkiem dobrej energii spadam stąd, dopóki humor mi się nie pogorszył.
ostatkiem dobrej energii spadam stąd, dopóki humor mi się nie pogorszył.
Tagi:
lepiej?
18.04.2012 o godz. 23:11
od dłuższego czasu myślę i myślę i myślę... w sensie rozmyślań egzystencjalnych... zmieniam się... czuję to... czuję to coraz bardziej i trochę jakbym nie miała na to wpływu...
opętana fanka herbaty pije przynajmniej trzy kawy dziennie, kiedyś jeśli kawa to tylko czarna siekiera, teraz lekka z mlekiem... podobno nasz charakter zmienia się co 7 lat... u mnie magicznie przełomowe urodziny wypadają właśnie w tym roku, czyżby coś w tym było...? może się dopatruję, doszukuję... myślę w każdym razie cały czas... a raczej w międzyczasie zajęć wszelkich.
chyba staję się bardziej kobieca... to nawet w moich uszach brzmi trochę dziwnie, ale chyba tak jest. patrząc na siebie kilka lat wstecz stwierdzam, że najbardziej kobieca byłam niedługo po skończeniu szkoły średniej. w samej szkole mocno wyszczekana. zawsze charakterna. w ostatnich latach - bezpłciowa emocjonalnie, gatunek nijaki. chyba zamykając kolejne etapy w życiu mocno dojrzewam... charakter znowu zaczyna mi twardnieć, ale czuję, że nabrałam pokory i spokoju... stanowczość też jest cechą od niedawna ponownie u mnie aktywną, ale też jest inna... już nie 'głupia', bo chyba tak bym nazwała jej opcję sprzed lat. serce jednak jeszcze bardziej mi mięknie... to chyba wpływ roli matki. zawsze byłam dość cierpliwa, ale teraz czuję to bardziej. panika, strach... lepiej nad nimi panuję... ból... inaczej go odbieram... zarówno fizyczny jak ten emocjonalny... a może nauczyłam się po części sobie z nim radzić...
wiara... przewrót totalny... na pewno przestałam ją wiązać z jakąkolwiek religią. na razie mogę powiedzieć, że wierzę w życie. i chyba nie chcę się w tym momencie zastanawiać nad jego podstawami. czasem 'gadam z Bogiem' jak dawniej... mówię... myślę... piszę... w eter... jeśli istnieje to dociera do niego... nie mam zamiaru się zbyt szybko o tym przekonywać.
czy boję się tych zmian?
może dlatego tak dużo myślę... nie boję się w sensie prostego strachu... nie panikuję... raczej czekam... z niepewnością, ale też spokojem... mam dziwne przeświadczenie, że nie podążam do nikąd... jakby coś w moim życiu się właśnie dokonywało... brzmi szumnie i właśnie chyba to mnie zastanawia... a może to jest właśnie moment, w którym moje życie dojrzeje na tyle, że z moją ludzką mądrością popartą doświadczeniami wystarczającymi do osiągnięcia spokoju zacznę już po prostu żyć i w tym życiu spełniać siebie... o to dopiero zabrzmiało szumnie. czasami miałam wrażenie, że jestem 'emocjonalną emerytką'... teraz tego nie czuję... nie czuję takiego zmęczenia jak przez kilka ostatnich lat... spada ze mnie jakiś ciężar... chyba powoli rozpada się mój kokon....
czyżby motyl...? po długim czasie oczekiwania wreszcie piękny i dojrzały do noszenia tego piękna z odpowiednią dumą, pełen gracji i subtelności a przy tym silny i świadomy siebie...
czyżby...?
tylko czy ja jestem gotowa na to wszystko...?
prezent urodzinowy od losu...?
.ścieżkom losu nie wolno poddać się zupełnie, ale nie warto lekceważyć jego wskazówek.
opętana fanka herbaty pije przynajmniej trzy kawy dziennie, kiedyś jeśli kawa to tylko czarna siekiera, teraz lekka z mlekiem... podobno nasz charakter zmienia się co 7 lat... u mnie magicznie przełomowe urodziny wypadają właśnie w tym roku, czyżby coś w tym było...? może się dopatruję, doszukuję... myślę w każdym razie cały czas... a raczej w międzyczasie zajęć wszelkich.
chyba staję się bardziej kobieca... to nawet w moich uszach brzmi trochę dziwnie, ale chyba tak jest. patrząc na siebie kilka lat wstecz stwierdzam, że najbardziej kobieca byłam niedługo po skończeniu szkoły średniej. w samej szkole mocno wyszczekana. zawsze charakterna. w ostatnich latach - bezpłciowa emocjonalnie, gatunek nijaki. chyba zamykając kolejne etapy w życiu mocno dojrzewam... charakter znowu zaczyna mi twardnieć, ale czuję, że nabrałam pokory i spokoju... stanowczość też jest cechą od niedawna ponownie u mnie aktywną, ale też jest inna... już nie 'głupia', bo chyba tak bym nazwała jej opcję sprzed lat. serce jednak jeszcze bardziej mi mięknie... to chyba wpływ roli matki. zawsze byłam dość cierpliwa, ale teraz czuję to bardziej. panika, strach... lepiej nad nimi panuję... ból... inaczej go odbieram... zarówno fizyczny jak ten emocjonalny... a może nauczyłam się po części sobie z nim radzić...
wiara... przewrót totalny... na pewno przestałam ją wiązać z jakąkolwiek religią. na razie mogę powiedzieć, że wierzę w życie. i chyba nie chcę się w tym momencie zastanawiać nad jego podstawami. czasem 'gadam z Bogiem' jak dawniej... mówię... myślę... piszę... w eter... jeśli istnieje to dociera do niego... nie mam zamiaru się zbyt szybko o tym przekonywać.
czy boję się tych zmian?
może dlatego tak dużo myślę... nie boję się w sensie prostego strachu... nie panikuję... raczej czekam... z niepewnością, ale też spokojem... mam dziwne przeświadczenie, że nie podążam do nikąd... jakby coś w moim życiu się właśnie dokonywało... brzmi szumnie i właśnie chyba to mnie zastanawia... a może to jest właśnie moment, w którym moje życie dojrzeje na tyle, że z moją ludzką mądrością popartą doświadczeniami wystarczającymi do osiągnięcia spokoju zacznę już po prostu żyć i w tym życiu spełniać siebie... o to dopiero zabrzmiało szumnie. czasami miałam wrażenie, że jestem 'emocjonalną emerytką'... teraz tego nie czuję... nie czuję takiego zmęczenia jak przez kilka ostatnich lat... spada ze mnie jakiś ciężar... chyba powoli rozpada się mój kokon....
czyżby motyl...? po długim czasie oczekiwania wreszcie piękny i dojrzały do noszenia tego piękna z odpowiednią dumą, pełen gracji i subtelności a przy tym silny i świadomy siebie...
czyżby...?
tylko czy ja jestem gotowa na to wszystko...?
prezent urodzinowy od losu...?
.ścieżkom losu nie wolno poddać się zupełnie, ale nie warto lekceważyć jego wskazówek.
Tagi:
przemyślenia
16.04.2012 o godz. 23:48
myślałam dziś dużo o ważnych osobach w moim życiu... a może bardziej o roli jaką w nim odgrywają... trochę o samotności przy okazji, bo to chyba gdzieś wszystko zawiązuje...
optymistyczne slogany rzucają: 'żyj dla siebie', 'bądź szczęśliwy ze sobą będziesz z innymi' itd. itp... racja, nie powiem, że nie, ale... ALE!...
od kiedy zostałam mamą inaczej, co logiczne oczywiście, patrzę na świat... otrzymałam ten dar w bardzo dla mnie ciężkim momencie... moje życie miało stać się piękne od kiedy poznałam w nim pewnego palanta, który jeszcze wtedy objawiał się jako książę z bajki. w całym tym zaklętym czasie pozornej sielanki wyszłam za niego... i bajka jak to bajka rozwijała się dalej w zupełnie innym kierunku... książę okazał się 'wrednym ropuchem', który nieźle dał mi popalić i pewnie wszystko by się z wielkim hukiem rozpadło gdyby nie wiadomość, że jestem w ciąży... nastąpiła chwila nadziei na poprawę relacji, ale było jeszcze gorzej... myślałam, że nie przejdę przez to wszystko... i gdybym była sama pewnie bym nie przeszła... dałam radę dzięki maleństwu.
dziecię rosnące w moim brzuchu postawiło mnie na nogi, to dla Niego chciałam się wyrwać z tego wszystkiego, dla Niego chciałam żyć normalnie, w ogóle żyć, to dla Niego zaczęłam szukać pomocy... pojawił się przy mnie realnie ktoś zawsze mi bliski... był największą pomocą jakiej wtedy mogłam oczekiwać. szliśmy przez to razem. były moje przyjaciółki, moje dobre dusze. kiedy tylko wyciągnęłam ręce do świata mnóstwo osób mi pomogło na wiele sposobów, wystarczyło powiedzieć...
a zapoczątkował to wszystko najmniejszy z ludzi...
teraz nie często wracam do tych wspomnień, wiem jednak, że bez innych osób już z milion razy bym poległa... i pewnie nie wstała... bo nie miałabym powodu... w takich momentach slogany 'żyj dla siebie' nie mają racji bytu... w takich momentach życie własne nie jest argumentem... ale życie tych, których kochamy jest. dla nich chcemy być.
po porodzie było chyba najgorzej, ale całe szczęście nie trwało to długo... palant zabrał cztery litery i sobie poszedł. zaczęłam oddychać. ale padałam też ze zmęczenia, a może bardziej z wyczerpania, głównie psychicznego, chociaż fizycznie też jeszcze wtedy nie doszłam do siebie... znając siebie wiem, że całe dnie nie wstałabym z łóżka... aż mi przejdzie, ale nie było pewności czy by przeszło... był jednak maluszek, największa z możliwych mobilizacji świata. przewinąć, nakarmić, pobujać... zawsze było co robić. zmęczenie? tak, jasne, ale te małe, pełne miłości oczka wynagradzały wszystko. nadal wynagradzają.
'siła jest w nas samych'... jest, oczywiście... ale czasami sami nie jesteśmy w stanie jej znaleźć...
dziękuję życiu za moich bliskich.
.a jeśli ktoś chce mi być wrogiem i zranić mnie ma w zamiarze, niech uważa lepiej, bo zaboli go własna rana ciosem w żadnym razie nie skierowanym ode mnie a raczej od życia, bo kto czyni zamach na inne życie swoje stracić może i straci.
optymistyczne slogany rzucają: 'żyj dla siebie', 'bądź szczęśliwy ze sobą będziesz z innymi' itd. itp... racja, nie powiem, że nie, ale... ALE!...
od kiedy zostałam mamą inaczej, co logiczne oczywiście, patrzę na świat... otrzymałam ten dar w bardzo dla mnie ciężkim momencie... moje życie miało stać się piękne od kiedy poznałam w nim pewnego palanta, który jeszcze wtedy objawiał się jako książę z bajki. w całym tym zaklętym czasie pozornej sielanki wyszłam za niego... i bajka jak to bajka rozwijała się dalej w zupełnie innym kierunku... książę okazał się 'wrednym ropuchem', który nieźle dał mi popalić i pewnie wszystko by się z wielkim hukiem rozpadło gdyby nie wiadomość, że jestem w ciąży... nastąpiła chwila nadziei na poprawę relacji, ale było jeszcze gorzej... myślałam, że nie przejdę przez to wszystko... i gdybym była sama pewnie bym nie przeszła... dałam radę dzięki maleństwu.
dziecię rosnące w moim brzuchu postawiło mnie na nogi, to dla Niego chciałam się wyrwać z tego wszystkiego, dla Niego chciałam żyć normalnie, w ogóle żyć, to dla Niego zaczęłam szukać pomocy... pojawił się przy mnie realnie ktoś zawsze mi bliski... był największą pomocą jakiej wtedy mogłam oczekiwać. szliśmy przez to razem. były moje przyjaciółki, moje dobre dusze. kiedy tylko wyciągnęłam ręce do świata mnóstwo osób mi pomogło na wiele sposobów, wystarczyło powiedzieć...
a zapoczątkował to wszystko najmniejszy z ludzi...
teraz nie często wracam do tych wspomnień, wiem jednak, że bez innych osób już z milion razy bym poległa... i pewnie nie wstała... bo nie miałabym powodu... w takich momentach slogany 'żyj dla siebie' nie mają racji bytu... w takich momentach życie własne nie jest argumentem... ale życie tych, których kochamy jest. dla nich chcemy być.
po porodzie było chyba najgorzej, ale całe szczęście nie trwało to długo... palant zabrał cztery litery i sobie poszedł. zaczęłam oddychać. ale padałam też ze zmęczenia, a może bardziej z wyczerpania, głównie psychicznego, chociaż fizycznie też jeszcze wtedy nie doszłam do siebie... znając siebie wiem, że całe dnie nie wstałabym z łóżka... aż mi przejdzie, ale nie było pewności czy by przeszło... był jednak maluszek, największa z możliwych mobilizacji świata. przewinąć, nakarmić, pobujać... zawsze było co robić. zmęczenie? tak, jasne, ale te małe, pełne miłości oczka wynagradzały wszystko. nadal wynagradzają.
'siła jest w nas samych'... jest, oczywiście... ale czasami sami nie jesteśmy w stanie jej znaleźć...
dziękuję życiu za moich bliskich.
.a jeśli ktoś chce mi być wrogiem i zranić mnie ma w zamiarze, niech uważa lepiej, bo zaboli go własna rana ciosem w żadnym razie nie skierowanym ode mnie a raczej od życia, bo kto czyni zamach na inne życie swoje stracić może i straci.
Tagi:
przemyślenia
14.04.2012 o godz. 22:02
wątpliwości jako takie to jedna z najgorszych rzeczy w życiu. nawet jeśli podejmujemy beznadziejną decyzję, ale jesteśmy na dany moment jej pewni jest zdecydowanie inaczej.
wątpliwości przynoszą ciągłą niepewność. przez niepewność stawiamy życie pod znakiem zapytania. grzebiemy się we wszystkim jak mucha w gównie zupełnie bez powodu, a życie w i tak wystarczająco gówniany sposób potrafi nas doświadczać.
boli mnie głowa. to pewnie przez piątek 13go. dzisiaj wszyscy wszystko wytłumaczą datą... to prawie jak z hormonami u kobiety, tyle, że dziś mogą sobie ulżyć też mężczyźni.
przeszłam już w życiu swoje i mimo tego wszystkiego najbardziej dopadają mnie mało znaczące problemy krasnoludków... ironia? tak to się chyba własnie nazywa... a teraz cyniczny uśmiech przez zaspane powieki, bo płakać już mi się nie chce...
wątpliwości przynoszą ciągłą niepewność. przez niepewność stawiamy życie pod znakiem zapytania. grzebiemy się we wszystkim jak mucha w gównie zupełnie bez powodu, a życie w i tak wystarczająco gówniany sposób potrafi nas doświadczać.
boli mnie głowa. to pewnie przez piątek 13go. dzisiaj wszyscy wszystko wytłumaczą datą... to prawie jak z hormonami u kobiety, tyle, że dziś mogą sobie ulżyć też mężczyźni.
przeszłam już w życiu swoje i mimo tego wszystkiego najbardziej dopadają mnie mało znaczące problemy krasnoludków... ironia? tak to się chyba własnie nazywa... a teraz cyniczny uśmiech przez zaspane powieki, bo płakać już mi się nie chce...
Tagi:
przemyślenia
13.04.2012 o godz. 22:12




