malibu z mlekiem

Przechadzając się ścieżkami własnego umysłu...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Moje aktualne wpisy

Wspomnienia.



I słucham tego i przypomina mi się ten czas kiedy poznałam M. Wtedy było zupełnie inaczej.
Poznaliśmy się na jednej z naszych imprez(naszych klasowych). Przyjechał z moją koleżanką. Razem grali w zespole.
Poznanie jego było wyjątkowe na swój sposób, bo to on mnie zauważył wśród innych. Można powiedzieć, że poczułam się jakoś wyjątkowo. Przedstawił nas facet owej koleżanki. I od razu zaczęliśmy się całować. Tak po prostu. Jeszcze w życiu mi się to nie zdarzyło i było to dziwne, ale na swój sposób wyjątkowe, miało urok, jakąś magię chwili...
Później na jakiś czas "zgubiliśmy się". Właściwie to ja go zostawiłam, bo koleżanki, bo coś... I choć mówiłam, że nie chcę z nim spędzić tego czasu to jednak w myślach cały czas go miałam i podświadomie zaczęłam szukać, obawiając się, że może już go nie ma.
Ale znaleźliśmy się. I znów pocałunki i rozmowy.
Później razem poszliśmy po jakieś piwo i tak czule mnie objął, a później złapał za rękę...
Aż nastała chwila pójścia do domu. Więc buziak na pożegnanie. Chciał mój numer telefonu, ale ja nie bardzo chciałam mu go dać, więc to ja wzięłam od niego, choć nie zamierzałam się odzywać.
Los jednak chciał inaczej. A może to ja sama chciałam?
W każdym razie wracając z moimi koleżankami i chłopakiem jednej z nich nagle zadzwoniłam do M. pytając czy mnie odprowadzi. Oczywiście tak. Nie minęła nawet chwila a on już przybiegł.
Na drugi dzień odezwał się do mnie.
Długo pisaliśmy na gg. Nasza znajomość się rozwijała. On chciał czegoś więcej, a ja byłam wciąż niezdecydowana... Lubiłam go, nawet bardzo. Czasami byłam przeokropnie zazdrosna o jego koleżanki.
Trwało to ponad rok. Nasza znajomość.
Przez ten czas spotykaliśmy się, czasami całowaliśmy... Bardzo się o mnie starał. Każdy normalny człowiek by to zauważył. Choć on sam nigdy otwarcie nie powiedział o swoich uczuciach.
To znaczy kiedyś owszem tak. Dzwonił i pisał. Napisał, że mnie kocha. Na drugi dzień przepraszał, bo "był pijany". Ale ja i tak wiem, że naprawdę tak czuł. Często też wplatał KC w zwykłą rozmowę. Nawet i mnie kiedyś wyrwało się, że go kocham. Nie wiem tak po prostu.
Nadal jednak spotykaliśmy się tylko jak znajomi, choć on dążył do czegoś innego.
W końcu po ponad roku odpuścił. Dał sobie spokój. Widział, że jednak nic z tego nie wyjdzie.
Wiem, że to moja wina. To ja byłam niezdecydowana i choć miałam swoje powody to jednak przykro mi trochę było. Tym bardziej, że czasami naprawdę się zastanawiałam czy nie rzucić wszystkiego w diabły i być z nim.
Teraz on ma dziewczynę, z którą jest szczęśliwy jak widzę.
Od tamtego czasu odezwał się do mnie może 4 razy. a teraz znowu cisza.
Wiem, że skoro ma dziewczynę to ja mu już nie jestem do niczego potrzebna.
I nie powiem trochę mnie to boli, bo darzyłam i właściwie nadal darzę go wielką sympatią.
Cieszę się tylko, że wyzbyłam się tej zazdrości. Bo moje zachowanie było irracjonalne, niczym pies ogrodnika...
Chciałabym się z nim kiedyś spotkać tak po prostu. Pójść na piwo czy spacer...
Dziś zostały mi tylko wspomnienia, a są one naprawdę miłe.
I czasami odczuwam żal, zastanawiam się jakby to było, gdybym jednak z nim była.
No cóż, ale tego już na pewno się nie dowiem...

Ech... Wspomnienia. To najlepsze co mamy i nikt nam ich nie odbierze...
Tagi: wspomnienia
26.10.2010 o godz. 17:56