Znalezione zdjęcia dla mój facet:
Brak.
Już nawet nie wiem, co myśleć, co robić :/
Wszystko się cholernie popieprzyło!
Prawie miesiąc bez niego. Cholernie długi i masakryczny miesiąc :(
A ja już zdążyłam narobić głupot. Czasami sama sobie się dziwię.
Chcę być z moim facetem. byle gdzie, byle z nim. Strasznie mi ciężko. Najgorsze są wieczory, czuję się jeszcze bardziej samotna niż za dnia. Brakuje mi go cholernie. Brakuje mi kogoś, z kim mogłabym porozmawiać.
Zostałam sama ze wszystkim i nie potrafię sobie poradzić. No nie potrafię, cholera!
Kiedy w końcu zaświeci nade mną słońce??
:((
Wszystko się cholernie popieprzyło!
Prawie miesiąc bez niego. Cholernie długi i masakryczny miesiąc :(
A ja już zdążyłam narobić głupot. Czasami sama sobie się dziwię.
Chcę być z moim facetem. byle gdzie, byle z nim. Strasznie mi ciężko. Najgorsze są wieczory, czuję się jeszcze bardziej samotna niż za dnia. Brakuje mi go cholernie. Brakuje mi kogoś, z kim mogłabym porozmawiać.
Zostałam sama ze wszystkim i nie potrafię sobie poradzić. No nie potrafię, cholera!
Kiedy w końcu zaświeci nade mną słońce??
:((
06.05.2011 o godz. 20:24
komentuj (1)
Na praktykach w przedszkolu zaraziłam się ospą od dzieciaków.
Świetnie :/
Choć i tak już dziś jest lepiej, bo wczoraj i przedwczoraj to istny horror- bolało mnie dosłownie wszystko, że o swędzeniu nie wspomnę.
Wyglądam całkiem śmiesznie w białe kropki.
Hmmm... Co do mojego faceta...
Wyjechał w piątek, czyli równo tydzień temu.
Niby tylko tydzień, a ja się czuję, jakby to były miesiące :(
Jest mi cholernie trudno, jakoś słabo sobie radzę, ale co mam zrobić...
On mnie uspokaja, cały czas powtarza, że kocha mnie, że to szybko minie, że czeka na mnie.
Tak, to się wydaje takie proste, ale wcale takie nie jest! :(
Świetnie :/
Choć i tak już dziś jest lepiej, bo wczoraj i przedwczoraj to istny horror- bolało mnie dosłownie wszystko, że o swędzeniu nie wspomnę.
Wyglądam całkiem śmiesznie w białe kropki.
Hmmm... Co do mojego faceta...
Wyjechał w piątek, czyli równo tydzień temu.
Niby tylko tydzień, a ja się czuję, jakby to były miesiące :(
Jest mi cholernie trudno, jakoś słabo sobie radzę, ale co mam zrobić...
On mnie uspokaja, cały czas powtarza, że kocha mnie, że to szybko minie, że czeka na mnie.
Tak, to się wydaje takie proste, ale wcale takie nie jest! :(
Miałam pisać o pierdołach, ale stwierdziłam, że napiszę o czymś, co mnie dziwi i czego nie potrafię pojąć.
Zaczynając od końca to w tamtym roku zaczęłam studia. Wiadome nowi ludzie itd. Na moje szczęście bądź nieszczęście moja dość dobra koleżanka- A. z liceum studiuje razem ze mną.
Jest to taka dziewczyna, która ma w dupie innych(chodzi o osoby, które pozanje), nie szuka tam jakiś przyjaźni, nie stara się być miła czy cokolwiek.
Natomiast ja idąc na studia spodziewałam się raczej właśnie poznać jakieś ciekawe osoby, zacząć może w końcu ruszać się gdzieś z domu czy cokolwiek.
No i do czego zmierzam. Otóż jestem taką osobą, która kiedy poznaje nowych ludzi to pomimo tego, że wyrabiam sobie od razu zdanie i zazwyczaj jestem nieomylna to jednak staram się być miła. Potrafię porozmawiać praktycznie z każdym... No tak ogólnie jestem bardziej na "tak" niż na "nie". Właściwie zupełne przeciwieństwo mojej koleżanki.
I dochodząc do sedna sprawy chodzi mi o to, że trochę się w piątek głupio poczułam. Nawet mogę powiedzieć, że zrobiło mi się przykro.
W naszej grupie są fajniejsze i mniej fajne dziewczyny, ale jedną- D. jakoś tak polubiłam. W sumie razem z A. i tą dziewczyną jakoś tak przesiadywałysmy razem, ja robiłam nawet z nią jakies prace, no takie tam różne.
Nie można powiedzieć, że zabiegałam o jej uwagę nazwijmy to. Byłam po prostu miła, kiedy poprosiła mnie o pomoc to z chcęcią jej pomogłam, no bo czemu nie? Generalnie byłam po prostu sobą. Myslałam więc, że jednak jakąś tam sympatią mnie darzy.
Koniec końców pierwsze spotkanie w piątek z nią i co? Siedzimy z A., dookoła nas kilka koleżanek no i w końcu idzie D. podchodzi do nas i rzuca się A. na szyję. Jakby co najmniej były najlepszymi przyjaciółkami. Po przytuleniu patrzy na mnie i mówi "cześć".
Można by pomysleć, że zazdrość przeze mnie przemawia, ale nie. To nie jest zazdrość, bo jeśli ktoś nie traktuje mnie tak, jak ja jego, nie widzi, że darzę go sympatią, no to cóż to jego strata.
Ale to jednak trochę przykre, bo kiedy oczekiwała pomocy wiedziała do kogo ma się zwrócić i zrobić słodką minkę(z resztą jest kilka takich przykładów), ale jak przychodzi co do czego najnormalniej w świecie mnie olewa.
I co najśmieszniejsze w tym wszystkim to A. Wielce była zdziwiona, że D. tak "gorąco" ją przywitała, nawet śmiała się z tego.
I to jest w ogóle najbardziej zadziwiające. A. olewa wszystkich, nie zależy jej na tych nowych znajomościach, a ludzie do niej lgną.
No ale cóż widocznie takiej osoby jak ja nie da się lubić.
Nie, dobra jest mi smutno i chuj.
Piszę głupoty, mam chyba gorączkę :/ Gardło mnie boli, głowa też i mam katar i najchętniej zasnęłabym na tydzień.
Jedyny plus jest taki, że jutro mam wolne.
A w takich sytuacjach jak ta, która miała miejsce w piątek bardzo tęsknię za moją przyjaciółką. Brakuje mi rozmów z nią, spotkań, robienia wszystkiego i niczego, śmiania z byle pierdoły...
W listopadzie w końcu się z nią zobaczę. Nie mogę się doczekać.

Dobrze, ze jeszcze mam przy boku faceta, który tak mnie kocha i jest taki wspaniały. Szczególnie ostatnio jest między nami naprawdę cudownie. Aż boję się, że może to zwiastować coś złego. Coś jakby cisza przed burzą. Oby nie!
Chyba jednak i tak wyszły pierdoły.
Zaczynając od końca to w tamtym roku zaczęłam studia. Wiadome nowi ludzie itd. Na moje szczęście bądź nieszczęście moja dość dobra koleżanka- A. z liceum studiuje razem ze mną.
Jest to taka dziewczyna, która ma w dupie innych(chodzi o osoby, które pozanje), nie szuka tam jakiś przyjaźni, nie stara się być miła czy cokolwiek.
Natomiast ja idąc na studia spodziewałam się raczej właśnie poznać jakieś ciekawe osoby, zacząć może w końcu ruszać się gdzieś z domu czy cokolwiek.
No i do czego zmierzam. Otóż jestem taką osobą, która kiedy poznaje nowych ludzi to pomimo tego, że wyrabiam sobie od razu zdanie i zazwyczaj jestem nieomylna to jednak staram się być miła. Potrafię porozmawiać praktycznie z każdym... No tak ogólnie jestem bardziej na "tak" niż na "nie". Właściwie zupełne przeciwieństwo mojej koleżanki.
I dochodząc do sedna sprawy chodzi mi o to, że trochę się w piątek głupio poczułam. Nawet mogę powiedzieć, że zrobiło mi się przykro.
W naszej grupie są fajniejsze i mniej fajne dziewczyny, ale jedną- D. jakoś tak polubiłam. W sumie razem z A. i tą dziewczyną jakoś tak przesiadywałysmy razem, ja robiłam nawet z nią jakies prace, no takie tam różne.
Nie można powiedzieć, że zabiegałam o jej uwagę nazwijmy to. Byłam po prostu miła, kiedy poprosiła mnie o pomoc to z chcęcią jej pomogłam, no bo czemu nie? Generalnie byłam po prostu sobą. Myslałam więc, że jednak jakąś tam sympatią mnie darzy.
Koniec końców pierwsze spotkanie w piątek z nią i co? Siedzimy z A., dookoła nas kilka koleżanek no i w końcu idzie D. podchodzi do nas i rzuca się A. na szyję. Jakby co najmniej były najlepszymi przyjaciółkami. Po przytuleniu patrzy na mnie i mówi "cześć".
Można by pomysleć, że zazdrość przeze mnie przemawia, ale nie. To nie jest zazdrość, bo jeśli ktoś nie traktuje mnie tak, jak ja jego, nie widzi, że darzę go sympatią, no to cóż to jego strata.
Ale to jednak trochę przykre, bo kiedy oczekiwała pomocy wiedziała do kogo ma się zwrócić i zrobić słodką minkę(z resztą jest kilka takich przykładów), ale jak przychodzi co do czego najnormalniej w świecie mnie olewa.
I co najśmieszniejsze w tym wszystkim to A. Wielce była zdziwiona, że D. tak "gorąco" ją przywitała, nawet śmiała się z tego.
I to jest w ogóle najbardziej zadziwiające. A. olewa wszystkich, nie zależy jej na tych nowych znajomościach, a ludzie do niej lgną.
No ale cóż widocznie takiej osoby jak ja nie da się lubić.
Nie, dobra jest mi smutno i chuj.
Piszę głupoty, mam chyba gorączkę :/ Gardło mnie boli, głowa też i mam katar i najchętniej zasnęłabym na tydzień.
Jedyny plus jest taki, że jutro mam wolne.
A w takich sytuacjach jak ta, która miała miejsce w piątek bardzo tęsknię za moją przyjaciółką. Brakuje mi rozmów z nią, spotkań, robienia wszystkiego i niczego, śmiania z byle pierdoły...
W listopadzie w końcu się z nią zobaczę. Nie mogę się doczekać.
Dobrze, ze jeszcze mam przy boku faceta, który tak mnie kocha i jest taki wspaniały. Szczególnie ostatnio jest między nami naprawdę cudownie. Aż boję się, że może to zwiastować coś złego. Coś jakby cisza przed burzą. Oby nie!
Chyba jednak i tak wyszły pierdoły.
Byłam wczoraj u fryzjera :) W końcu.
Ścięłam włosy, zrobiłam grzywkę i bardzo dobrze się z tym czuję. Chciałam jeszcze zafarbować, ale dzięki radzie fryzjerki nie zrobiłam tego. No i dobrze ;)
Jednak to prawda, niby zwykła zmiana fryzury, a wyglądam tak inaczej, że sama się napatrzeć nie mogę ;d
Ostatnio jakoś nie mogłam się dogadać ze swoim facetem. Zawsze kończyło się obrażaniem lub zdenerwowaniem. Ale to dlatego, że ostatnio rzadziej się widywaliśmy i to tak na nas działało.
Wczoraj byłam u niego i było naprawdę, naprawdę cudownie :)
Znowu boli mnie noga. Nie wiem jaka jest tego przyczyna, ale to bardzo irytujące. Jak tak dalej będzie to coś czuję, że bez lekarza się nie obejdzie :/
Cudowna jest ta piosenka i kojarzy mi się z moim facetem...
Ścięłam włosy, zrobiłam grzywkę i bardzo dobrze się z tym czuję. Chciałam jeszcze zafarbować, ale dzięki radzie fryzjerki nie zrobiłam tego. No i dobrze ;)
Jednak to prawda, niby zwykła zmiana fryzury, a wyglądam tak inaczej, że sama się napatrzeć nie mogę ;d
Ostatnio jakoś nie mogłam się dogadać ze swoim facetem. Zawsze kończyło się obrażaniem lub zdenerwowaniem. Ale to dlatego, że ostatnio rzadziej się widywaliśmy i to tak na nas działało.
Wczoraj byłam u niego i było naprawdę, naprawdę cudownie :)
Znowu boli mnie noga. Nie wiem jaka jest tego przyczyna, ale to bardzo irytujące. Jak tak dalej będzie to coś czuję, że bez lekarza się nie obejdzie :/
Cudowna jest ta piosenka i kojarzy mi się z moim facetem...




