Znalezione zdjęcia dla samotność:
Brak.
Znalezione filmy dla samotność:
Brak.
Jestem tak bezsensownie samotna.
Tak, muszę to przyznać: czuję się cholernie samotna!
Mam kochającego faceta, wspaniałą przyjaciółkę...
I kilku znajomych. Znajomych raczej teoretycznie, bo praktyka ma się nijak do teorii. Moi znajomi to ludzie, z którymi jestem na "cześć", z którymi od czasu do czasu pogadam przez 10 minut. Czasami spotkam w mieście.
Ktoś by pomyślał: "na co ona narzeka? ma kochającego mężczyznę, sama kocha, więc czego jej trzeba?"
No właśnie. Czego mi trzeba?
Potrzeba mi odrobiny rozrywki, radości. Brakuje mi jakiś imprez, spotkań tak po prostu!
Kiedy tak nieraz patrzę na innych jak zbierają się całą "paczką", by gdzieś pójść, pojechać na wycieczkę, zrobić tak po prostu coś szalonego to aż mnie nosi.
Po cichu im zazdroszczę. Wiem, że to głupie, ale nie potrafię inaczej.
Czasami sobie myślę, że gdyby między mną, a moim facetem coś się zepsuło to zostałabym całkiem sama. Wprawdzie mam przyjaciółkę, ale już od ponad roku nie mieszka tu gdzie ja tylko kilkaset kilometrów stąd. Spotykamy się raz na 3 miesiące, piszemy na gg, smsy, dzwonimy. Ale... Czy to wystarcza? Mi na pewno nie.
Nie wiem na czym polega moja samotność. Dlaczego tak jest? Czyżbym miała jakiś dar odpychania ludzi? Przecież ja jestem tak uczuciowa, potrafię być oddana, jeśli ktoś pokaże, że mogę mu zaufać to robię to bez problemu.
A może ktoś zrobił mi psikusa i na plecach mam wciąż przyklejoną kartkę: "Nie podchodź, nikogo nie potrzebuję"...
Tak cholernie mi ciężko.
"Samotność to taka straszna trwoga... Ogarnia mnie, przenika mnie..." [Dżem]
Tak, muszę to przyznać: czuję się cholernie samotna!
Mam kochającego faceta, wspaniałą przyjaciółkę...
I kilku znajomych. Znajomych raczej teoretycznie, bo praktyka ma się nijak do teorii. Moi znajomi to ludzie, z którymi jestem na "cześć", z którymi od czasu do czasu pogadam przez 10 minut. Czasami spotkam w mieście.
Ktoś by pomyślał: "na co ona narzeka? ma kochającego mężczyznę, sama kocha, więc czego jej trzeba?"
No właśnie. Czego mi trzeba?
Potrzeba mi odrobiny rozrywki, radości. Brakuje mi jakiś imprez, spotkań tak po prostu!
Kiedy tak nieraz patrzę na innych jak zbierają się całą "paczką", by gdzieś pójść, pojechać na wycieczkę, zrobić tak po prostu coś szalonego to aż mnie nosi.
Po cichu im zazdroszczę. Wiem, że to głupie, ale nie potrafię inaczej.
Czasami sobie myślę, że gdyby między mną, a moim facetem coś się zepsuło to zostałabym całkiem sama. Wprawdzie mam przyjaciółkę, ale już od ponad roku nie mieszka tu gdzie ja tylko kilkaset kilometrów stąd. Spotykamy się raz na 3 miesiące, piszemy na gg, smsy, dzwonimy. Ale... Czy to wystarcza? Mi na pewno nie.
Nie wiem na czym polega moja samotność. Dlaczego tak jest? Czyżbym miała jakiś dar odpychania ludzi? Przecież ja jestem tak uczuciowa, potrafię być oddana, jeśli ktoś pokaże, że mogę mu zaufać to robię to bez problemu.
A może ktoś zrobił mi psikusa i na plecach mam wciąż przyklejoną kartkę: "Nie podchodź, nikogo nie potrzebuję"...
Tak cholernie mi ciężko.
"Samotność to taka straszna trwoga... Ogarnia mnie, przenika mnie..." [Dżem]
19.09.2010 o godz. 01:22
komentuj (1)




